W zeszłym roku wybrałam się na ślub znajomych i całą paczką wszyscy doszli do wniosku, że zamiast osobnych kartek najlepiej dać jeden wspólny album, który mam zrobić ja
. Miałam dostać zdjęcia, ale miałam tak mało czasu, że musiałam w ciemno kupić wcześniej papier (zdecydowałam się na Graphic45 kolekcję Curtain Call), bo bym nie zdążyła do ślubu. Spodziewałam się szalonych zdjęć (znając tych ludzi), ale te które dostałam totalnie mnie zaskoczyły. Były to zdjęcia z wypadu do knajpy gdzie zamiast oczu ludzie mieli zakrętki z pieprzniczki i solniczki.
Przyznam szczerze, że załamałam ręce i byłam bliska płaczu, że nie dam rady, bo jak z takich zdjęć zrobić ślubny prezent? I pojechałam z tym załamaniem, wraz z moją siostrą do Malflu i jak dziewczyny scrapowały to mi też jakoś ten album ruszył. Gosiu, jeszcze raz dziękuję za ten niezapomniany dzień
Wszystkie zdjęcia musiałam potuszować, bo w ogóle nie pasowały odcieniem a żeby połączyć ze ślubnym tematem dodałam napisy własnego autorstwa, którymi starałam się nawiązać do tego co dzieje się na zdjęciu. To było największe wyzwanie jak dla mnie do tej pory. Po włożeniu do niego pieniędzy to był najdroższy album jaki w życiu widziałam
Wykonany na breematowej bazie 20×20.
Gorzko, gorzko, gorzko!!!
Całusy, całusy, całusy!!!
Rewelacjaaaaaaa
W razie czego – dzwońcie!
Od dzisiaj aż po grób.
Wypijmy za zdrowie
HM…No nie wiem.
Udanej nocy poślubnej
A z resztek papierów (polecam format 20×20 z każdego papierów zostanie 10 cm) zrobiłam kilka kartek, ale znalazłam tylko jedną gdy robiłam zdjęcie
W ramach pomysłu zużywania zagranicznych alfabetów w których zabrakło mi literki “a” zrobiłam napis po angielsku, bo tak na co dzień uznaję raczej tylko polskie

















































