Jesienne warsztaty z dziećmi

Wystawienie się pod opinię dzieci to jeden z największych stresów dla mnie. Mimo to postanowiłam poprowadzić warsztaty z przedszkolakami z grupy mojego Janka. Niesamowite zaangażowanie i entuzjazm ❤ Oto moja warsztatowa grupa z gotowymi jesiennymi kolażykami (wszyscy skończyli!)

warsztatySięgnęłam po materiały, które są u nas w domu na podium (czyli nasze prywatne top3) a są to tekturki w różnych kształtach, tusze Latarnia Morska i dziurkacze (głównie DP Craft, bo z tymi sobie radzą).

Przykładowa praca rozmiaru 13cmx18cm.

1jesienny_kolazykKilka migawek z zajęć 🙂

warsztaty_jesienA takich używaliśmy tuszów Latarnia Morska, filców i narzędzi.

Autumn_pigment_inksŚwietnie sprawdził się zestaw nowych tekturek z jesiennymi liśćmi z kolekcji „Wędrówka” od Latarni Morskiej.

nowe_TEKTURKIA tak wygląda obrazek w ramce z IKEA dodatkowo ozdobioną jesiennymi plakietkami.

1w_ramceMam nadzieję, że swoim postem zainspirowałam Was do tworzenia z dziećmi 🙂 Jeżeli macie pytania to chętnie służę pomocą. Bardzo lubię gdy ludzie uwalniają swoją kreatywność.

Wygniatanie maską, Distress Spritzer

Dzisiaj na przykładzie kartki ślubnej chciałam pokazać kilka ciekawych trików.

rozana1Tło kartki oraz papierowe różyczki zostały popsikane z użyciem markerów Distress przy pomocy pompki (spotkałam już inne określenia typu aerograf oraz spritzer z angielskiego).

rozana3Pompka sama w sobie jest droga, ale ja mam sporo markerów i za mgiełkami nie przepadam, więc pozwoliłam sobie zainwestować i jestem zadowolona. Jednak muszą być uczciwa, na pewno da się bez tego sprzętu żyć, szczególnie jeżeli markerów się nie ma 😉 Cieszy mnie natomiast bardzo, że mogę sobie psikać pod kolor kolorowanek.

pompka_distressStemple róże i listki pomalowałam i odbiłam markerami wodnymi Distress a następnie rozmyłam pędzlem z wodą.

rozana4Tło kartki zostało wygniecione na maszynce a zamiast folderu do embossingu użyłam maski/szablonu marki Latarnia Morska imitującej plaster miodu. Róża na środku została również wygnieciona maską/szablonem a następnie potuszowana tuszem Distress Tattered Rose.

rozana2Maski/szablony Latarnia Morska idealnie nadają się do wygniatania. Można nimi wygniatać wzory przy pomocy dłutka do embossingu, czyli charakterystycznej kulki (wersja dla cierpliwych). Świetnie sprawdza się w zastępstwie folderów i wygniatania w coraz popularniejszych maszynkach (i są co najmniej 3 razy tańszą wersją).

Kartka była przygotowana na pokaz pt. „Robota na opak” na Papiorzany Comber w Katowicach. Można ją było oczywiście wykonać bardziej tradycyjnie, ale w pokazie chodziło o to by nauczyć się nowych, ciekawych rzeczy 🙂

Dzięki pomocy Marty Krupa mogę Wam dzisiaj przedstawić zestaw płytek dla maszynek BigShot i Evolution, bo sama mam Cuttlebug. Jeszcze raz dzięki za pomoc :-*

Zdjęcia są zrobione tak by widać było zestaw użytych płytek, ale jeżeli będziecie wygniatać to oczywiście należy ułożyć wszystko jedno na drugim 🙂

BIG SHOT

SOLO SHIM + jedna przeźroczysta płytka (standardowe płytki w zestawie startowym)
+ zestaw dodatkowy płytki i gumy dedykowany do maszynki Big Shot (guma/mata do embossingu oraz płytka czarna do embossingu)

big_shotEVOLUTION

płytki, które są w zestawie startowym do maszynki
platforma do embossingu/wycinania (6″ x 13″)
silikonowa mata (niebieska)
mata B

evolutionCUTTLEBUG

– standardowy zestaw płytek dodawany do maszynki  (zestaw jak do folderu do embossingu z instrukcji)
– płytka A
– 2x płytka B
-gumowa mata do embossingu – tutaj użyta Spellbinders (dostępne dwie w zestawie, Cuttlebug ma dedykowaną swoją matę, ale w podobnej cenie co Spellbinders oferuje jedną matę)
– dodatkowa tekturka lub złożony papier ksero – ja używam tekturki, która znajduje się jako wzmocnienie w bazach na kartki Anita’s

cuttlebugA tak to wygląda po przepuszczeniu u mnie na maszynce 🙂

cuttlebug3Tutaj i tutaj możecie podejrzeć przykłady wykonanych przeze mnie kartek z wygniatanymi motywami. A na koniec na zachętę mam jeszcze kartki, które wykonały Panie nauczycielki w pewnej szkole na przeprowadzonych przeze mnie jakiś czas temu warsztatach. Wszystkie wygniatały i tuszowały tak pierwszy raz 🙂

kartka_warsztat1Do dzieła!

W razie pytań, w miarę możliwości służę pomocą 🙂

Kartka dla chłopca z pojazdami

Scenka z pojazdami osadzona jest na kartce schodkowej (kurs w akademia.scrap.com.pl) z użyciem stempli firmy Kaisercraft. Bardzo staram się robić kartki dla dzieci z okazji ich urodzin a nie dla ich rodziców 😉 Ta jest dla kuzyna od moich chłopaków, Bruna. Całość jest malowana markerami Tombow. Łącznie z niebem, które wykonałam w taki sam sposób jak trawę i wodę, ale część kartki zamalowałam z góry i z dołu dwoma kolorami. Poniżej znajdziecie krótki kursik. Markery Tombow lubię za to, że pozwalają na małe niedbalstwo i dają akwarelowy efekt.

Chciałam Wam dzisiaj pokazać jak maluję trawę i wodę. Używam papieru Cansona o gramaturze 160 ponieważ wycinam fale i trawę dziurkaczami (zaleca się papiery o gramaturze do 200gram by nie zniszczyć mechanizmu).

tlo_tombow1Biorę trzy te same kolory, ale o różnej tonacji, zazwyczaj dwa jasne i jeden ciemny. Niedbale maluję kreski każdym kolorem.  tlo_tombow2 tlo_tombow3Myślę, że kolejność kolorów nie ma znaczenia. Ja wolę jednak zacząć od jaśniejszych by nie nałożyć za dużo ciemnego odcienia, który przytłumił by te jaśniejsze.  tlo_tombow4 Im większe mam tlo tym większy biorę pędzel. Powierzchnię można dosłownie utopić w wodzie, więc im większy pędzel tym więcej wody a co za tym idzie ekspresowe rozmywanie.  A mnie się zawsze bardzo spieszy 🙂 tlo_tombow5Tak wygląda utopiona w wodzie trawa.

To samo powtarzamy z markerami niebieskimi, nakładając po kolei 3 kolory zaczynając od jaśniejszych odcieni.

tlo_tombow6

Nie przykładam wielkiej wagi do tego jak maluję 😉

tlo_tombow7 tlo_tombow8

Następnie rozmyłam fale tak jak zielone odcienie i oby dwie odłożyłam do wyschnięcia. Mokre nie wyglądają ciekawie. Czas schnięcia jak dość krótki, myślę, że nawet utopione solidnie powierzchnie wysychają w około pół godziny (coś jak farbki akwarelowe).

tlo_tombow9

Tak wyglądają z bliska po wyschnięciu. A przykład użycia możecie zobaczyć na kartce.

tlo_tombow10Technikę bardzo lubię ponieważ dobre papiery do scrapbookingu, które niosą wodę (niektóre są jak bibuła i wciągają cały kolor) mogę sobie przebarwić albo podkolorować w dowolny kolor.

To samo można zrobić z użyciem markerów Distress, które również są markerami wodnymi. Mają one jednak dużo mniejszą paletę kolorów a ich odcienie są moim zdaniem bardzo vintage i nie nadają się do eksplodujących kolorem prac.

markery Distress w out of the box

Zapraszam na mój najnowszy kurs w Akademia.Scrap.com.pl gdzie poznacie technikę „out of the box”. Kartka, którą prezentuję to mój debiut z kolorowanką wykonaną markerami Distress. Ze stemplem Deep Red w którym się zakochałam, więc zaprezentuję go jeszcze w wielu odsłonach i interpretacjach 🙂

Stemple, które koloruję markerami wodnymi odbijam tuszami pigmentowymi, które można zakupić w Scrap.com.pl

Ślubna kartka i ogłoszenia

Kartka do szufladki, bo zawsze brakuje mi takiej pod ręką gdy nadarza się okazja na wręczenie 🙂

Dzieją się na niej dwie rzeczy:

1. uczę się ozdabiać tekturowe ramki w efektowny sposób (chciałabym tak jak Gosia🙂 )

2. próbuję używać preparatów Glimmer Glam

Lubię preparaty, ale potrafię używać ich tylko w prosty, oczywisty sposób. By to zmienić zapisałam się na warsztaty 🙂 To moje pierwsze warsztaty w których wezmę udział i jestem tym faktem bardzo podekscytowana. Na pewno zdam relację 😀

W najbliższym czasie odbędzie się jeszcze jedno ciekawe wydarzenie w Łodzi:

Mam nadzieję na nim być, bo szykuje się co nie miara atrakcji 🙂  Jedną z nich będzie pokaz ozdabiania tekturowych ramek, który poprowadzi Gosia (internetowa Malflu). Szczegóły imprezy będą pojawiać się m.in na stronie organizatorów Skrapowiska.

A Gosia ozdabia ramki w taki sposób, więc przyznacie, że warto zobaczyć ten pokaz 🙂

Do zobaczenia 🙂

„All that jazz” – album

Zapraszam dzisiaj na najdłuższy post jaki kiedykolwiek napisałam przeznaczony tylko dla osób powyżej 18 roku życia. Najdłuższy za sprawą jednej z najważniejszych prac jakie zrobiłam w swoim życiu, albumu w prezencie dla przyjaciółki.

Przez blisko 4 lata pracowałam jako barmanka w niezwykłym miejscu jakim jest Jazz Club „Hipnoza” w Katowicach To jeden z najbardziej klimatycznych lokali, jedyny czynny do godziny 2 w nocy w niedziele i poniedziałki w tym mieście 😉  To właśnie ten club jest odpowiedzialny m.in za festiwal „Nowa Muzyka” (pod koniec miesiąca jego kolejna edycja) o którym być może słyszeliście.

W tym czasie poznałam niezwykłe dziewczyny, otworzyłam się na nieznaną mi muzykę, nauczyłam się ciężko pracować, wzięłam udział w wielu niezwykłych wydarzeniach (z tej drugiej strony) i długo by jeszcze tu wymieniać 🙂

Album jest wielkości 30×30 cm i zawiera 60 zdjęć, które Ania (moja przyjaciółka) wrzuciła na Facebook nazywając katalog „all that jazz” – to stało się moją inspiracją do jego wykonania.

Album jest interaktywny. Przygotowałam dwie zabawy 🙂 Na czas koncertów w lokalu wynoszone były wszystkie stoliki a po koncercie trzeba było ustawić salę na nowo. To było jak wielkie puzzle, jeśli jakiś stolik postawiło się nieodpowiednio, to nie zmieścił się inny 😉 W lokalu podłoga jest drewniana, „za moich czasów” była ciemna. Odtworzyłam wygląd sali, którego nieodłączną  częścią są kanapy i wielka trąba, której nie sposób przeoczyć po wejściu do clubu. Na czas koncertów z centrum kultury, które mieści się z tym samym budynku przyjeżdżał fortepian 🙂 Ania do dzieła!

Obiecałam Ani ściągawkę dla sprawdzenia 🙂 „Podłogę” wykonałam z papieru kolekcji Chatka na weekend „furteczka” , który jest potuszowany Distressem w kolorze Vintage Photo.

Już za czasów pracy w hipnozie „kartkowałam”. Na urodziny wykonywałyśmy kartki z gazetek reklamowych makro i sellgros, które przychodziły do clubu. Do wybranych i wyciętych produktów dopisywałyśmy życzenia. Ania ma za zadanie sama wykonać kartkę. Obowiązkowo w zestawie musiał znaleźć się pasztet 😉 Najważniejsze: na wykonanie takiej kartki stać każdego! 🙂

Za to naprawdę lubiłam szefów. Pozwalali nam wyprawiać urodziny w drugim clubie, który mieścił się w piwnicy tego samego centrum kultury w którym mieści się jazz club. Niestety już jest nieczynny. Moje niezapomniane urodziny!

Polecam Wam koncerty w Jazz Clubie. Występy dały w nim wszystkie największe gwiazdy światowego jazzu i nie tylko. Obecnie trwa przerwa wakacyjna a ekipa przygotowuje się do wcześniej wspomnianego festiwalu, ale od października na pewno znowu będzie gorąco 🙂
Ja do dzisiaj pamiętam koncerty Dave Douglasa, Herbiego Hancocka, Branforda Marsalisa i kilkadziesiąt innych, które na zawsze mnie zmieniły. Zabrzmiało banałem, ale to zupełnie nowy, nieznany mi wcześniej świat.

Nowe pokolenie jazzowiczów, którego szereg półtorej roku temu zasilił mój Janek 😉

A co to takiego „shower”? Wyśmienity drink: orzeźwiający, niemulący, ekonomiczny (wystarczy wypić dwa lub trzy by paść trupem ;-)) Jak go przygotować?

Potrzebujemy:

– wódkę

– cytryny

– cukier – najlepiej brązowy

– dużo lodu

Przygotowanie: cytrynę kroimy na ósemki i wrzucamy do szklanki „longa” m.in. 1/3 szklanki to powinna być cytryna, wygniatamy np. tłuczkiem i zasypujemy brązowym cukrem. Uzupełniamy kruszonym lodem do pełna (w warunkach domowych można kruszony lód wykonać wkładając go do ręcznika kuchennego „szmacianego”, robimy z niego „tobołek”, aby rozbijany nie uciekł i rozbijamy tłuczkiem). Tak powstałą całość zalewamy wódką do pełna. Powinno zmieścić się minimum 100ml 😉 Wymieszać według uznania.

Jeśli takie same czynności wykonamy na bazie limonki i brazylijskiej wódki Chachacy otrzymamy znany drink „caipirinha”, a na razie limonki z wódką „caipiroska”. Polecam 🙂

Album wykonałam z ulubionych papierów firmy Graphic45 (one zupełnie inaczej pachną niż wszystkie inne papiery do scrapbookingu, prawda?) z kolekcji Curtain Call między innymi papier „Aplause„, kolekcji Le Cirque np. papier „Flying high” a także najnowszej kolekcji Olde Curiosity Shoppe np. papier „Genuine Article„.

Gratuluję wszystkim, którzy dotrwali do końca i dziękuję Grześkowi za nieocenioną pomoc m.in podklejenie wszystkich zdjęć bibułką dwustronną, bo bym nie zdążyła 🙂

Przepis na pyszną szarlotkę :-)

Sezon jabłkowy na działce trwa, więc nastąpił okres tych kilku miesięcy gdy mogę zrobić szarlotkę z własnych jabłek 🙂 Wiele osób miało okazję spróbować tej szarlotki – moja specjalność to podawana na (świeżo) ciepło, czyli celuję z przygotowaniem w godzinę przyjścia gościa (dlatego warto się zapowiedzieć;-)) Póki co rekordziści to Ola i Dorian – jeśli dobrze kojarzę to mieli okazję spróbować jej w takiej formie 5 razy 🙂 Mam nadzieję, że zdradzając ten przepis nie zmniejszę ilości osób wpadających do mnie na ciasto…

Pierwotny przepis wyszperała moja siostra w Internecie, ale przeszedł on ewolucję. Kiedy całkiem niedawno spróbowałam szarlotki mojej siostry wg tego przepisu zauważyłam, że jej wersja i moja się różnią. Lubię ten przepis, bo nie wymaga posiadania wagi kuchennej i miksera.

Proporcje na wykonanie do okrągłej tortownicy. Czas przygotowania to ok. 50 minut.

Składniki, które niezbędnie potrzebujemy:

– 1 kg jabłek (kupuję „na oko” 5-6 dużych lub 7-8 małych)

– 3 szklanki mąki

– 1 szklanka cukru

– 3 jajka

– 1 kostka margaryny do pieczenia

– łyżeczka proszku do pieczenia

– 2 łyżeczki cukru waniliowego

– budyń waniliowy (1 opakowanie – może być wersja bez cukru, bo i tak dodamy go do piany)

Składniki, które dodaję, ale jeśli, któregoś zabraknie to nie trzeba biec do sąsiadki:

– cynamon

– cukier puder

– cukier żelujący

Formę wykładam papierem do pieczenia i smaruję lekko margaryną (choć to niekonieczne).

Jabłka: obieramy a następnie trzemy je na tarce na części do ogórków, w cienkie plasterki. Do jabłek dodajemy trochę cynamonu i dużą łyżkę cukru żelującego.

Ciasto: 3 szklanki mąki i 1/2 szklanki cukru („zwykłego”) przesiewamy przez sitko do miski, dodajemy proszek do pieczenia, cukier waniliowy, margarynę, rozbijamy jajka i dodajemy 3 żółtka a następnie ugniatamy wszystko na jednolitą konsystencję. Formę na dnie i bokach wykładamy z ok. 2/3 ciasta (1/3 zostaje na górę)

Piana: 3 białka ubijamy na sztywną pianę. Po ubiciu dodajemy całe opakowanie budyniu waniliowego oraz pozostałe pół szklanki cukru i mieszamy.

Jabłka wkładamy do formy i pokrywamy równomiernie pianą. Z pozostałej części ciasta robimy kruszonkę. Ja odrywam małe kawałeczki ciasta i kładę na pianę, ale można zetrzeć jeśli ktoś woli delikatniejsza kruszonkę.

Pieczemy: 45 minut w piekarniku bez włączonego termoobiegu w temp. 175-180 stopni.

Szarlotkę delikatnie posypujemy cukrem pudrem – szczególnie ważne gdy nam się za bardzo przybrązowi 😉

Smacznego!

Do jabłek można dodać rodzynki a na górę jabłek polecam kłaść owoce sezonowe jeśli akurat są dostępne jak truskawki, maliny. Dzięki temu szarlotka się nie znudzi – to dla mnie szczególne ważne, bo nie mam zbyt dużego wachlarza umiejętności cukierniczych 😉